Z pamiętnika 21 letniej pełnoetatowej realizatorki marzeń

21 lat

No i stuknęło.

Oczko.

Pierwsza myśl: Cholera, teraz to już naprawdę dorosłość.

Druga myśl: A w sumie… Dopiero od teraz mogę legalnie pić alkohol w USA…

Trzecia myśl: Czas się ogarnąć.

Coffee. Yoga. Dreams.

Jest kawa, jest joga tylko…

Co z tymi marzeniami?

Dokładnie 707 dni temu pożegnałam się z moją rodziną na lotnisku i usiadłam wygodnie w samolocie linii Quatar Airways. Nie mogłam uwierzyć w to co się dzieje. Uszczypnęłam się w ramię, spojrzałam na swój bilet i dotarło do mnie, że za chwilę oficjalnie rozpocznę długo wyczekiwaną podróż. Po około 7 latach rozmyślań i planowania, UDAŁO SIĘ.

Miałam 19 lat, banana na twarzy i bilet w jedną stronę do mojej ukochanej Australii (Tutaj relacja z mojego pobytu w Kangurolandii). Jeśli zapytasz mnie, dlaczego akurat Australia, to całkiem możliwe jest, że po 10 minutach konwersacji postanowisz włożyć sobie zatyczki do uszu. Moja ówczesna obsesja na punkcie Antypodów prawdopodobnie kwalifikowała się już do jakiegoś leczenia 🙂 Nieraz usłyszałbyś to od moich znajomych, którzy musieli znosić moją ekscytację na każdą wzmiankę o Krainie Kangurów.

szczęściara na plaży w Australii

Po 3 latach ciężkiej pracy w dwujęzycznym liceum, czułam się w końcu wolna i w momencie mojego wylotu 22 października 2015 roku byłam chyba najszczęśliwszą osobą na ziemi. Wizja spędzenia następnych 31 godzin w samolocie i na lotniskach była naprawdę małą ceną za spełnienie mojego dotychczasowego największego marzenia.

Dlaczego o tym wspominam? 

Nie jestem tutaj żeby przekazać: „Spełniajcie swoje marzenia! Podążajcie za swoją pasją! Wszystko się jakoś ułoży, jeśli robisz, to co lubisz”.

Nie. Nie. Nie. Tak to nie działa. I tak w zasadzie, to bardzo daleko mi do:

  1. Ufania osobom, które w ten sposób zachęcają nas do rzucenia szkoły czy pracy i „podążania za naszym przeznaczeniem” (a sporo można o tym poczytać).
  2.  Pokazywania Wam tylko jasnej strony decyzji, które mogą kompletnie zmienić Wasze życie.
  3. Propagowania podejścia, że „wystarczy tylko chcieć” i „każdy może, jeśli chce”.

Nie oszukujmy się, w większości przypadków, to jest BULLSHIT.

Tak, tak, wiem że to wszystko wygląda ładnie od zewnątrz. Jak jest cukierkowo zapakowane w długie posty na Facebook’u i zdjęcia z Rafy Koralowej albo Nepalu. Żyć nie umierać!

Nie będę ukrywać – wszystko, co mi się do tej pory udało osiągnąć tj. skreślić z mojej listy marzeń było absolutnie CUDOWNYM doświadczeniem, ALE… Za wszystkimi sukcesami stoją godziny ciężkiej pracy, planowania, wyjazdy (w celach zarobkowych) i po prostu ludzkiego kombinowania jak to wszystko złożyć w jedną całość.

Nie jest łatwo!

Ale w efekcie otrzymuję chyba coś, o czym każdy z nas marzy – budzę się rana z poczuciem, że moje życie jest absolutnie niesamowite. I drzemie tutaj potencjał możliwości, które mogą przerodzić się w kolejną fajną przygodę.

A jaki jest mój przepis na realizacje własnych marzeń?

Nie ma sielanki, ale są efekty. Dzięki małym kroczkom i systematycznej pracy podążam w kierunku, który sobie wyznaczyłam.

Jak to działa?

Zakładamy, że wiesz już, co chcesz osiągnąć. To może być wyjazd do konkretnego kraju, skok ze spadochronem, spotkanie sławnej osoby, …. [wstaw swoje marzenie, cel]. Cokolwiek by to nie było – nie obędzie się bez planu. 

1. Określ swój cel

Spróbuj zrobić to wg schematu : CO? (chcę osiągnąć), KIEDY? (Daj sobie co najmniej kilka miesięcy)  GDZIE ZACZNĘ? (jaki jest najmniejszy krok, od którego mogę zacząć?) ILE TO BĘDZIE KOSZTOWAŁO? (Oszacuj sumę – lepiej do góry niż do dołu)

2. Zapisz to na kartce i trzymaj w WIDOCZNYM miejscu.

pisanie dziennika

Jeśli piszesz dziennik, do którego codziennie zaglądasz – umieść to tam, jeśli nie, to :

Codzienne przypomnienie o celu/marzeniu, do którego dążymy jest absolutnie kluczowe! I to nie jest woo-woo.

Dlaczego?

Zadziała wtedy nasza podświadomość, która zacznie filtrować informacje, które do nas docierają i pozwoli nam podejmowanie lepszych decyzji w kierunku osiągnięcia zamierzonego celu. Tak właśnie rozumiem działanie sławnego „prawa przyciągania”(Law of Attraction)

3. Stwórz budżet lub plan oszczędzania

Nie oszukujmy się – pieniądze to narzędzie, które umożliwi I znacznie ułatwi Ci realizację Twoich planów. Zacznij oszczędzać jak najwcześniej. Budżetowanie staje się łatwiejsze jeśli wiesz gdzie zacząć. Proponuję zajrzeć na bloga Michała Szafrańskiego lub przeczytać tę książkę. Im szybciej zaczniesz odkładać pieniądze, tym większa szansa, że wcześniej uda Ci się osiągnąć to, do czego dążysz. Zbuduj nawyk.

4. Poinformuj o swoich planach znajomych (opcjonalnie)

znajomi

Sposób, który zawsze działa w moim przypadku. Jeśli ogłoszę coś znajomym lub na social media – czuję większą motywację i pewnego rodzaju odpowiedzialność do wywiązania się z moich słów. Może to też odpalić niestety w drugą stronę – większy stres przed porażką, brak zrozumienia ze strony bliskich, strach. Zastanów się, czy czujesz się na tyle komfortowo żeby o swoich planach ogłaszać całemu światu. Ja w tym momencie realizuję swój nowy plan wyprawy do Peru i innych krajów Ameryki Południowej w czerwcu 2018 roku. Facebook już wie. Trzymajcie kciuki za sukces.

5. Edukuj się i rozmawiaj z ludźmi, którzy już to osiągnęli.

Niezależnie od Twojego planu/celu/marzenia – gwarantuję, że są już ludzie, którzy już to kiedyś zrobili (o tyle o ile jest to realna opcja). Warto jest podjąć inicjatywę i znaleźć osoby, które mogłyby opowiedzieć Ci o swojej drodze do sukcesu. Ucząc się na cudzych błędach oszczędzisz sporo czasu i nerwów.

Chcesz pracować zdalnie? Dołącz do grup cyfrowych nomadów na Facebook’u.

Marzy Ci się podróż do Australii? Znajdź blogi dotyczące tego kraju.

Chcesz otworzyć biznes cukierniczy? Idź do ulubionej cukiernii i porozmawiaj z właścicielem.

Kto szuka nie błądzi.

Ja tymczasem dopijam kawę, która tym razem pozostała w kubku, a nie na pościeli i kontempluje nad tym, jak to jest być na tym świecie przez 21 lat.

W sumie…Jest fajnie.

A co dalej?

Nie wiem… i uczę się pokornie tego, że mogę nie wiedzieć.

Że mam prawo nie mieć gotowej odpowiedzi na wszystkie pytania.

Że jakbym już wiedziała co i jak, to w sumie na co mi kolejne dekady Życia?

Że i tak się ułoży. Lepiej, gorzej, ale zawsze do przodu.

Że nie chcę zawsze wiedzieć, bo Życie przynosi niespodzianki w najbardziej nieoczkiwanych momentach.

Że mam wokół siebie ludzi, którzy życzą mi dobrze.

I w końcu, że po prostu wiedząc, jaką osobą chcę się stać i dążenie do tego w moim własnym tempie i moją własną drogą, jest wystarczające.

Szerzej pisałam o tym tutaj.

Do napisania wkrótce,

Kas

Comments

  1. Sebastian

    Kasia strasznie Ci kibicuję i wierzę, że swoje marzenia przekujesz w ich realizację. Wiem, że są chwile gdzie potrzebujesz wiatru by je realizować ponieważ natłok egzystencjalnych spraw bierze górę. Wiem też że są osoby „tworzące siebie” i Ty do nich należysz.
    Wiem, wiem i jeszcze raz wiem TO.
    I dziękuję, że potrafisz nas skłonić i natchnąć do działania.
    Serdeczne pozdrowienia?

    1. Post
      Author
      Kas Szatyłowicz

      Hola Sebastian! 🙂

      Dziękuję bardzo za miłe i ciepłe słowa 🙂 I cieszę się niesamowicie, że czasami uda mi się naskrobać coś, co skłoni innych do małej refleksji czy właśnie podzielenia się taką pozytywną energią, jak Ty to zrobiłeś. Dziękuję, biję pokłony do ziemi, bo mi łaskoczesz ego takimi słowami haha 🙂 Trzymam kciuki za Twoje plany i przesyłam mnóstwo dobrej energii! Ahoj!

      K.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *