Hygge, czyli duńska recepta na szczęście.

hygge, czyli duńska recepta na szczęście

Na zegarku godzina 15, a za oknem już powoli się ściemnia. Lubię słońce i lato, więc średnio mnie to cieszy, chociaż, powinnam się chyba uśmiechnąć, bo w lesie na Podlasiu przynajmniej widzę jeszcze coś na odległość.

Tak, raportuję, że warszawski smog tu jeszcze nie dotarł.

Tymczasem, przy kawie wspominam listopadowe i grudniowe popołudnia w Danii. Znowu przeczytałam, że podobno Dania jest w czołówce najszczęśliwszych krajów świata. I tak się zastanawiam: jak oni to robią?

Odpowiedź, oczywiście, nigdy nie jest tak prosta, jak można się spodziewać. Wiadomo: dobry system socjalny, bezpieczeństwo ekonomiczne, 37h tydzień pracy, długie wakacje, darmowa edukacja na wysokim poziomie i…

Hygge.

No właśnie. Tak już od października to słowo obija mi się o uszy…

Duńska recepta na szczęście.

A…co to właściwie oznacza?

Nie wiem, czy zadowoli kogoś odpowiedź, że według Duńczyków, Hygge to właściwie termin nieprzetłumaczalny.

Aha.

To sporo wyjaśnia.

Jeśli hygge miałabym przedstawić na zdjęciu, to pojawiłby się: przytulny pokój, świeczki, zapach świeżego ciasta w powietrzu, kubek gorącej herbaty, książki i najbliżsi znajomi lub rodzina.

Hygge

Taki przytulny, komfortowy wieczór, ze spokojną, przedświąteczną atmosferą (mimo tego, że hygge ze świętami ma mało wspólnego).

Etymologicznie hyggeligt = spokój ducha, błogość, komfort, pełny relaks i radość.

Czy hygge naprawdę funkcjonuje i się sprawdza?

Tak.

I jest, według mnie, bardzo dobrą reprezentacją światopoglądu stereotypowego Duńczyka.

Z mojego doświadczenia, zauważam, że typowy Duńczyk ma czas i…

  • Nie spieszy mu się w sklepie, w drodze do pracy, w życiu. Zdąży.
  • Jak coś idzie nie po jego myśli – uśmiechnie się, zastanowi i naprawi. Jak coś jest niezgodne z jego punktem widzenia – wysłucha, pokiwa głową, zrozumie.
  • Jest bezkonfliktowy.
  • Nie lubi zaczynać pierwszy rozmowy, small talk go peszy, zna świetnie angielski, ale bardziej komfortowo czuje się z obcokrajowcami, którzy mówią po duńsku.
  • Zna swoją wartość, potrafi świetnie pracować w zespole, kocha swoją flagę, a popołudnia spędza w gronie najbliższych.
  • Na wzmiankę o Christiani, uśmiechnie się zawadiacko albo się zaśmieje.
  • Uwielbia slow life, zależy mu na środowisku, zacznie podróżować najwięcej na emeryturze i od dziecka zna i wprowadza w życie koncept hygge.

Wydaje się, że oprócz depresyjnej pogody, jest tak dobrze, że aż trudno uwierzyć.

życie w danii

Nie chcę teraz napisać, że w sumie to same kłamstwa.

Bo tak nie jest – bardzo wiele z tych stereotypowych przekonań jest prawdziwych, a sama Dania jest naprawdę bardzo komfortowym i przyjaznym krajem.

Ale wspominając o tym, że Duńczycy są jednym z najbardziej szczęśliwych narodów świata, nie mogłam nie zauważyć tego, o czym raporty nie wspominają.

Przykładowo, o tym:

  • Że bardzo duża część Duńczyków (szczególnie w średnim wieku) jedzie na antydepresantach.
  • Że pod uwagę nie brano statystyk dotyczących samobójstw (a wskaźnik w Danii jest wysoki).
  • Że duża część narodu ma problem z otyłością.
  • Że społeczeństwo jest w dużej mierze zamknięte, z tendencjami nacjonalistycznymi. I wcale nie wszystkim Duńczykom podoba się wizerunek Danii, jako kraju otwartego i przyjaznego dla imigrantów. I to można usłyszeć.

A to, co tak naprawdę w duńskiej recepcie na szczęście jest najważniejsze…

… to po prostu zrozumienie, że Duńczycy nie są najszczęśliwszym narodem na świecie, natomiast… są najbardziej “usatysfakcjonowanym”.

Bo, jak sami o sobie mówią – mają bardzo niskie oczekiwania od życia i w rezultacie, potrafią cieszyć się małymi, codziennymi rzeczami. Ot, i cały sekret!

Życzę nam wszystkim, żebyśmy, śladem Duńczyków, potrafili przyjmować życie, takim jakim jest i praktykować wdzięczność. Codziennie! 🙂

PS Wesołych Świąt!

PS 2 Do napisania po Vipassanie, na którą się wybieram w okresie świątecznym 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *